O edukacji i wychowaniu napisano niezliczone tomy książek. Na przestrzeni wieków powstało wiele ciekawych i mniej ciekawych koncepcji i pomysłów na Szkołę. W Polsce niestety cały czas wydaje się, że szkoły próbują – ale nie mogą wyrwać się z tzw. „zaklętego kręgu szkoły industrialnej” czyli modelu szkoły przypominającego w pewnym sensie fabrykę. Model ten został przedstawiony przez Kena Robinsona, który z dużym poczuciem humoru, ale dość trafnie i w sposób przestępny pokazuje rozwój i meandry systemu edukacji. Małgorzata Kowalczuk postulując zmianę modelu szkoły z industrialnego na organiczny wskazuje, że „szkoła w kształcie, w jakim ją znamy, traktowana jest przez nas za najbardziej oczywiste i naturalne miejsce na świecie. Jakby siedzenie w ławkach i patrzenie na tablicę, dzwonki i 45-minutowe lekcje były niepodważalne niczym dogmaty. A przecież tak nie jest. Jak przekonuje w swym wystąpieniu z serii TED Talks sir Ken Robinson – edukacja odpowiada na potrzeby epoki, która już nie istnieje – XIX-wiecznej ery industrialnej. W efekcie wszyscy mimowolnie zakładamy, że mamy zdobyć taką samą edukację, koniecznie pójść na studia, a pasje i hobby traktować jako dodatki do pracy, której wcale nie musimy lubić. Czulibyśmy się nieswojo wymagając od szkoły, by rozpalała naszą ciekawość świata, wykorzystywała ukryte talenty czy uczyła życia z pasją. A na dodatek nie wymuszała na nas podporządkowania się jej wszystkim regułom.”

 

Niestety zawsze wprowadzanie zmian nastręcza sporo trudności, zwłaszcza kiedy dotyczy to zmiany o charakterze instytucjonalnym. Już Cyceron powiedział, że „przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka”, tak więc przyzwyczajeni do tradycyjnego obrazu szkoły, z ławkami i tablicą, z podziałem na klasy, z nauczycielem „ekspertem” (który np. chcąc uczyć dziecko dodawania i mnożenia musi być magistrem matematyki) trudno nam będzie zaakceptować każdy inny porządek. Zatem wprowadzanie konstruktywnych zmian w Szkole niestety może przypominać walkę z wiatrakami. Prof. Nalaskowski w następujący sposób komentuje kondycję polskiej oświaty: „Rzecz w tym, że nie można liczyć na system edukacji, bo on co chwilę robi krok w tył i wręcz oddaje pole wychowawcze instytucjom i urządzeniom opresyjnym – policji, ochronie, kamerom. Szkoła przestaje wychowywać, a zaczyna trenować. Wyniki testów stały się fetyszem, który rozgrzesza wszystko. Nawet jeśli w szkole jest przestępczość i agresja, ale procent pozytywnie zaliczonych testów odpowiednio wysoki, to szkoła jest też odpowiednio wysoko oceniona.” Wydaje się, że w tym stwierdzeniu jest dużo prawdy. Wraz z końcem XX wieku, głównie dzięki powstawaniu różnorodnych portali internetowych i forów o tematyce edukacyjnej, nie tylko pedagodzy akademiccy, ale również tzw. zwykli nauczyciele – praktycy coraz powszechniej zaczęli zwracać uwagę na brak adekwatności szkoły i systemu kształcenia do zmieniających się czasów. Śledząc wpisy na tych portalach można dojść do wniosku, że niemal wszyscy, jednym wspólnym głosem, zwracają uwagę na konieczność dostosowania kształcenia do indywidualnych potrzeb i możliwości dziecka, ale już mało kto wskazuje na możliwe rozwiązania organizacyjne, a nawet jeśli dochodzi się do konkretnych propozycji to zawsze na końcu pojawia się problem finansów i swoistej bezradności – jak to zrobić? Czy jest to problem tylko pieniędzy? Czy faktycznie Szkoła w takiej formule jaką znamy z autopsji jest w stanie mając do dyspozycji nawet przysłowiową „górę pieniędzy” wprowadzić tzw. edukację zindywidualizowaną?

 

Szkoła Podstawowa AMS powstała we Wrocławiu w 2014 roku dzięki inicjatywie i zaangażowaniu rodziców. Korzystamy z doświadczenia naszej modelowej szkoły we Włodowicach, którą Fundacja prowadzi już od 6 lat.